poniedziałek, 21 stycznia 2013

Wigilijny poranek. Nie był takie jak co roku. Wstałyśmy o 12 i wszystko miałyśmy w dupie. Zero przygotowań jak zawsze. Jedynie posprzątałyśmy w naszym pokoju. Potem pani Kasia zawołała nas i pomogłyśmy jej ubierać choinkę w stołówce. Za oknem śnieg sypał coraz bardziej, ale oczywiście nam się zachciało iść na spacer. Martyna zaprosiła Piotrka a ja zadzwoniłam po Wojtka. Martynie wpadła na jakże wspaniały pomysł i zaczęła rzucać w nas śnieżkami. No i rozpętała prawdziwą wojnę, każdy był cały ze śniegu. Potem Wojtek wrzucił mnie w zaspę a ja pociągnęłam go za sobą. Tarzaliśmy się ze śmiechu. Do bursy wróciłyśmy całe mokre. Chłopacy też byli cali mokrzy. Wojtek poszedł przebrać się do swojego mieszkania, Piotrek szybko skoczył do swojego pokoju, a ja z Martyną do nas. Wzięłyśmy prysznic, potem się przebrałyśmy w nowe ciuchy. Ja założyłam czarne rurki i dżinsową koszulę, do tego czarne buty na koturnie i wyprostowałam włosy. Martyna też wyprostowała swoje długie włosy, ale założyła spódnicę, jasną koszulę i czarne koturny. Na kolację  wigilijną przyszedł Wojtek. We trójkę zeszliśmy do stołówki. Tam zajęliśmy miejsca, potem dzielenie się opłatkiem. Zjedliśmy trochę specjałów kucharek, i śpiewaliśmy kolędy. Potem ja z Wojtkiem poszliśmy do naszego pokoju a Martyna, udała się do Piotrka. Na łóżku usiadłam w jego objęciach, włączyliśmy telewizor i ku naszemu zaskoczeniu na jednym z kanałów leciał "Kevin sam w domu", jak co roku nie mogliśmy powstrzymać się od śmiechu. Potem leciała jakaś komedia romantyczna i oczywiście Wojtek zaczął mi marudzić żebym to wyłączyła. Ja jednak postawiłam na swoim i nie miałam zamiaru przełączyć. W połowie filmu Wojtek zaczął delikatnie całować mnie po szyi. Potem schodził coraz niżej. Szybko pozbył się mojej koszuli,a ja w tym czasie zdjęłam jego koszulkę. Już po chwili wylądowaliśmy pod kordłą. Był taki czuły i delikatny. Potem zasnęliśmy przytuleni do siebie.
                                      ------ u Martyny ------
Po kolacji Piotrek zabrał mnie na spacer. Tym razem nie miałam zamiaru wrócić cała mokra, więc od mu to oznajmiłam. On też powiedział, że nie ma na to ochoty więc mogłam być spokojna. Śnieg przestawał padać, ale mróz dalej trzymał.
-Muszę Ci coś powiedzieć-zaczął Piotrek. W pierwszej chwili się wystraszyłam, ale dałam mu powiedzieć.
-Bardzo cię kocham, zależy mi na tobie i nie  chcę cię stracić.-powiedział i namiętnie pocałował.
-Ja też cię bardzo kocham-wyszeptałam mu do ucha. Znów mnie pocałował. Kiedy wróciliśmy do pokoju, tonęliśmy w pocałunkach. Położył mnie na łóżko, zdjął swoją kurtkę i w równie szybkim tempie pozbył się moich ubrań. Potem już każdy może sobie wyobrazić co było.
                                  ------ u Patrycji ------
Moja wigilia zaczęła się całkiem inaczej niż dziewczyn. Wstałam bardzo szybko bo musiałam pomóc mamie w przygotowaniach. Lepienie uszek, pierogów i takie tam. Na wigilię miałyśmy jechać do babci. Jednak ja nie chciałam zostawiać samego Marcina, on nie chciał jechać do rodziny i wysłuchiwać wszystkich pytań dlaczego się rozwiódł i jak mu się układa. Wieczorem wymyśliłam pewien plan. Podeszłam do mamy i zaczęłam kaszleć.
- Mamo źle się czuję. Boli mnie głowa i mam chyba gorączkę.- powiedziałam z chrypą w głosie
- Żartujesz czy co leć się ubierać bo zaraz jedziemy do babci.
-Mamo ja nie dam rady, głowa mi tam pęknie. Chyba mam gorączkę, pójdę zmierzyć.-Szybko nalałam gorącej wody do kubka i włożyłam termometr. Pokazał 38,7 w sam raz.-Widzisz mam gorączkę.
-No to idź powiedz Karolinie żeby się nie szykowała,zostajemy w domu.
-Mamo nie no co ty nie ma mowy. Wy jedźcie, babci będzie przykro przecież nie zostawisz jej i dziadka samych na wigilię, a jak Karolina się cieszy. Jedźcie zostawicie mi coś do jedzenia i ja naprawdę dam radę. Będziecie do mnie dzwonić, ja się wygrzeję.
-Ty chyba żartujesz nie zostawię cię samej w wigilię.
-Mamo co to wigilia wieczór jak wieczór, teraz podzielimy się opłatkiem i będzie dobrze.-Namawiałam ją jeszcze chyba z 20 minut aż w końcu się zgodziła. Podzieliłyśmy się opłatkiem, i pojechały. Szybko wzięłam prysznic, przebrałam się i wszystko naszykowałam. Potem przyszedł Marcin. Zjedliśmy kolację i z nim również podzieliłam się opłatkiem. Potem oglądaliśmy coś w telewizji. Udaliśmy się do mojego pokoju. Zaczął mnie całować, po szyi, ramionach potem po brzuchu. Pozbyliśmy się ubrań i zostaliśmy w samej bieliźnie. Nagle usłyszałam jak ktoś wchodzi do domu.
-Patrycja jestem-usłyszałam najpierw a tuż po tym, kiedy weszła do jadalni-Jaki tu syf Patrycja coś ty tu robiła.!!!
-To moja mama szybko ubieraj się- W trybie natychmiastowym byliśmy ubrani i siedzieliśmy na łóżku. Już po chwili mama była  u mnie w pokoju.
-Mama co ty tu robisz tak szybko ?  Kolega przyszedł mnie odwiedzić, jak tylko dowiedział się że mam być sama.-Udawałam zdziwioną, bo teraz tylko to mi zostało.
-Tak wróciłam nie chciałam żebyś była sama w wigilię, Karolina została u dziadków a ja na chwilę wpadłam zobaczyć jak się czujesz. Ale widzę że nic ci już nie jest . A może przedstawisz mi twojego kolegę jak ty to nazwałaś.
-A no tak to jest Marcin.-wstał i podał rękę mojej mamie. Oboje byliśmy gotowi na to że moja mama wyprosi go z domu.
-No to dobrze niech zostanie na noc, tylko bez głupstw proszę.-powiedziała i uśmiechnęła się-A z tobą dziewczyno porozmawiam rano. - i wyszła. My wybuchliśmy śmiechem. Mama pojechała do dziadków bo mieszkają niedaleko. My wróciliśmy do tego co zaczęliśmy wcześniej a potem poszliśmy spać. To była cudowna wigilia, ale wiem że od mamy będzie niezły opiernicz.

czwartek, 17 stycznia 2013

Początek grudnia już za nami, mikołajki też. Nie ma wyjazdu do domu bo będzie długa przerwa świąteczna. A Boże Narodzenie zbliżało sie coraz większymi krokami. Teraz już wszyscy na nie czekali. Cały grudzień w bursie. Dzisiaj wybrałyśmy się z Martyną na zakupy świąteczne, jakieś małe prezenty i może jakiś ładny ciuszek. Wstałyśmy szybciej, ogarnęłyśmy pokój, potem śniadanie i do galerii. A w galerii wielki szał świąteczny. Pełno ludzi pchających się do kasy, szperających między wieszakami i przepychających się w przebieralni. My podeszłyśmy do tego spokojnie. Najpierw zaliczyłyśmy sklepy z odzieżą, gdzie każda dokonała małego zakupu,potem obeszłyśmy kilka sklepów z drobiazgami. W galerii spędziłyśmy dobre 3 godziny. Kiedy wyszłyśmy na zewnątrz, zobaczyłyśmy śnieg. Nie wiadomo kiedy spadł. Nie było go nie wiadomo jak dużo ale był. Szybko udałyśmy się w stronę naszej bursy.Po drodze wpadłyśmy jeszcze do kawiarni, żeby napić się gorącej czekolady. Tam usiadłyśmy przy stoliku i złożyłyśmy zamówienie. Po 5 minutach piłyśmy ciepły napój. Na zewnątrz coraz mocniej padał śnieg. Dopiłyśmy czekoladę i założyłyśmy kurtki. Przechodziłyśmy koło jednego ze stolików,a osoba która przy nim siedziała właśnie wstała i nie patrzyła gdzie idzie. Jakiś facet wylał na mnie kawę. Cała upierdzielona kurtka.
-Kurwa człowieku patrz jak łazisz, całą kurtkę mi zalałeś. Masz takie coś jak oczy to ich używaj. Naciąg sobie mocniej te okularki a jak nie pomoże to wybierz się do okulisty jak z takiej odległości nie widzisz.
-Przeprasza nie chciałem. - i w tym momencie zauważyłam, że panem który mnie oblał jest Michał Kubiak a przy stoliku siedzi jeszcze 3 siatkarzy, którzy nieźle się z nas śmieją. Poczułam się głupio. To też trochę moja wina, mogłam patrzeć jak idę. Szybko złapałam Martynę za rękę i wyszłyśmy na zewnątrz.
-O kurwa... Właśnie wydarłaś się na Kubiaka-powiedziała i wybuchła śmiechem.
-No wiem... A widziałaś, tych 3 co siedzieli z nim.
-No ktoś tam siedział ale nie zwróciła dobrze na nich uwagi- powiedziała Martyna i obie wybuchnęłyśmy śmiechem. Kiedy wróciłyśmy do bursy byłyśmy całe białe ze śniegu. Było już trochę późno więc położyłyśmy się spać.
Rano, dość wcześnie obudziło nas pukanie do drzwi. Oczywiście Martyna nie raczyła się podnieść chociaż miała bliżej do drzwi, ale ona nie da radę. Zwlokłam się z łóżko i otworzyłam. To Piotrek.
-Dziewczyny ubierajcie się i szybko na stołówkę. Ale najpierw zobaczcie przez okno.-Powiedział i poszedł. Zaraz obudziłam Martynę i obie pośpieszyłyśmy w stronę stołówki. Na korytarzu było zimno jak nie wiem co, a na podwórku jedna wielka masakra. Śnieg sypał jak opętany. Do tego wiatr. W stołówce wszyscy uczniowie.
-Jest nam bardzo przykro, ale te święta spędzimy tutaj. Wszystkie samoloty zostały odwołane. Autokaru do jutra nie załatwimy, jest nam bardzo przykro. Teraz prosimy się rozejść do pokoi a resztę informacji powiemy po obiedzie-powiedział dyrektor.
-Oni kurwa są chyba pojebani..-od razu zaczęła Martyna. Obie byłyśmy wkurwione i poszłyśmy zadzwonić do rodziców. Oni też nieźle się wkurzyli. Myślałam że mnie rozniesie, zadzwoniłam do Wojtka. Zaraz był u nas. Zostaliśmy sami bo Martyna poszła do Piotrka. Na święta nie będziemy same, oni też zostają.