czwartek, 29 listopada 2012

Dni mijały szybko, szkoła-bursa-szkoła-bursa i tak w kółko. Ale nareszcie nadszedł czwartek, więc trening :D Szybko wstałyśmy, jak zawsze do łazienki, potem śniadanie, szkoła i zbawienie SALA :) Weszłyśmy do szatni, przebierałyśmy się kiedy nagle ostro zakręciło mi się w głowie, usiadłam i z reakcji Martyny nieźle zbladłam. Szybko chwyciłam po butelkę z wodą, jeszcze chwilę posiedziałam i jakoś przeszło. Nie byłam pewna czy powinnam iść na trening, no ale byłyśmy tylko we 2 i nie chciałam tak zostawiać Martyny, najwyżej szybciej wyjdę. Szybko skończyłam się przebierać, związałam włosy i szybkim tempem ruszyłyśmy w stronę boiska. Tam czekał już Piotrek, zgodne "dzień dobry" i wzięłyśmy piłki. Mi kazał ćwiczyć zagrywkę a sam zajął się Martyną. Znów się do niej miział, a ja widziałam, że ona też nie ma nic przeciwko. No nic ja dalej wykonywałam to co kazał mi trener. Minęło dobre 30 minut, a mnie coraz mocniej bolała głowa.Widziałam też, że nie robiło by większej różnicy gdyby mnie tu nie było.
-Proszę pana.... Ja muszę iść- powiedziałam krótko i odłożyłam piłkę do koszyka.
-Ale coś się stało-zapytał, wciąż odbijając z Martyną.
-Nie nic mi nie jest. Do widzenia-szybko odpowiedziałam i poszłam do szatni. Tam w szybkim tempie się przebrałam i do pokoju, myślałam tylko o jakimś środku przeciwbólowym i wygodnym łóżeczku. Szybko zamieniłam to w czyny. Wpadłam do pokoju, sięgnęłam po APAP, wzięłam prysznic i położyłam się pod kordełkę. Włączyłam jakąś muzykę i tak sobie leżałam.
                                                            ---Tym czasem u Martyny---   
 Zostaliśmy sami, nawet nie wiem co jej było, że tak szybko wyszła. Chciałam za nią pójść, ale Piotrek wciąż pokazywał nowe ćwiczenia więc nie zdążyłam bo słyszałam jak trzasła drzwiami wychodząc z sali. Odbijaliśmy, a ja ciągle widziałam, że stara patrzeć mi się prosto w oczy. To było taki słodkie, a z drugiej strony trochę krępujące, ale przecież nic mu nie powiem. Starałam zachowywać się normalnie, Było tak dziwnie. Zapadła dość niezręczna cisza, którą przerwał mój dzwoniący telefon, szybko ruszyłam w jego kierunku. To mama... zazwyczaj dzwoniła wieczorem, więc trochę sie wystraszyłam. Kiedy tylko ją usłyszałam  wiedziałam, że coś się stało. Jej głos drżał, jakby bała mi się o tym powiedzieć. Szybko zapytałam co się stało, ona wszystko powoli mi opowiadała. Ja ruszyłam w stronę szatni zostawiając Piotrka na środku boiska samego. Doszłam do szatni i tam pękłam, ryczałam jak nigdy. Usiadłam w kącie pomieszczenia i nawet nie myślałam żeby się podnieść. Usłyszałam, że ktoś puka do drzwi.
-Mogę wejść-zapytał, tak teraz już wiedziałam, że to Piotrek. Ja nie mogłam wydusić z siebie dźwięku. A on nie patrząc czy mu odpowiedziałam wszedł do szatni. Kiedy zobaczył mnie tak siedzącą podszedł i usiadł koło mnie.
-Co się stało?-zapytał strasznie przejęty.
-Mama zadzwoniła.... i.....-ciągle głos łamał mi mój płacz.
-Spokojnie....
-No moja chrzestna miała poważny wypadek samochodowy, nawet nie wiem co z nią jest tak dokładnie. Pewnie pomyśli pan, że to tylko jakaś ciocia, ale ja byłam z nią strasznie zżyta. Była dla mnie jak druga mama.-powiedziałam i wybuchłam jeszcze mocniejszym płaczem.
-Rozumiem Cię i wcale nie uważam, że to głupie.  Nie martw się wszystko będzie dobrze i nie mów do mnie Pan jestem Piotrek tak będzie prościej.-spokojnie powiedział i tak po prostu mnie przytulił. Potem pocałował w czoło, był taki kochany. Trochę się uspokoiłam, usiedliśmy na ławce. Wtedy już udało mu się spojrzeć w sam środek moich zapłakanych oczu. I właśnie w tej chwili, nawet nie wiem w jaki sposób pocałował mnie, ale jak pocałował był taki namiętny.
-Zaczekaj chwilkę-powiedział z jakże dużym uśmiechem na twarzy i wyszedł z szatni. "No tak przelizał mnie i sobie poszedł"  myślałam, ale on taki nie był po chwili wrócił z kluczykiem. Włożył go do dziurki w zamku i dwa razy przekręcił. Podszedł, jego ręce poczułam ma moich policzkach, znów mnie pocałował. Po raz kolejny tak wspaniale. Żaden z moich chłopaków takie nie był, taki czuły i namiętny, Szybko uporał się z moimi ciuchami, a ja pozbyłam się jego koszulki. Resztę chyba możecie sobie wyobrazić. Tonęliśmy w namiętności. Był taki delikatny,nawet przez chwilę nie pomyślałam,że to mój nauczyciel. Czułam się jak z najbardziej kochającą osobą.  Po tak miło spędzonym razem czasie odprowadził mnie pod drzwi pokoju, choć oboje wiedzieliśmy, że nie powinniśmy bo przecież to trener i takie tam, dlatego udawałam, że kuśtykam. Dla niego wszytko. Z radością weszłam do pokoju i włączyłam światło. Za co zaraz zebrał mi się ochrzan od śpiącej Martyny. Uspokoiłam ją i wszystko opowiedziałam. Gdyby wtedy nie wyszła to pewnie to wszytsko by się nie wydarzyło. Dlatego jej bardzo podziękowałam. Skoczyłam pod prysznic, a potem poszłam spać, choć ciężko było mi zasnąć po tak wspaniałym "treningu" :D
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
jak pewnie zauważyliście na blogu pojawiły się małe zmiany. Mam nadzieję, że się spodoba. 
Miłego czytania :)  Martyna. 

poniedziałek, 26 listopada 2012

Niedziela zleciała strasznie szybko, musiałam się spakować i tym razem dość szybko wyjechaliśmy na lotnisko. Tam czekała już Martyna, i dość nowych osób. Byli też znajomi, którym spokojnie przedstawiłam przyjaciółkę.
-A mi to już nie przedstawisz swojej koleżanki?-zza pleców odezwał się Filip.
-Tylko, tym którzy zasłużyli ją przedstawiam-odpowiedziałam jakże miłym głosem.
-A ja nie zasłużyłem?-widać chciało mu się kłócić, ja również nie miałam nic przeciwko.
-Czym, byś miał sobie zasłużyć? Może tym, że mi walizkę wywaliłeś, naprawdę dzięki wielkie.- odrzuciłam i czas wsiadać do samolotu. Tam już nie zawracałam sobie nim głowy. Kminiłyśmy z Martyną jak zrobić żebyśmy były razem w pokoju. Po jakiś 3, no może trochę więcej byliśmy na miejscu, tam ja poszłam do pokoju, a nowi mieli zostać u pani. Tam im podała klucze do pokoi i takie tam. Po rozpakowaniu się na kolację. Zajęłyśmy miejsce z Martyną.
-No teraz się pochwal kim był ten chłopak, z którym na lotnisku tak miło rozmawiałaś-przypomniało jej się, a miałam już taką nadzieję, że nie zwróci na to uwagi.
-A to był Filip, dawny chłopak z biblioteki, pamiętasz? opowiadałam ci o nim... Okazał się totalnym kretynem i nie mam zamiaru mieć z nim nic wspólnego.
-Dlaczego, dość fajny jest-nadal ciągnęła Martyna.
-Na pierwsze wrażenie może tak, ale nie na dalszą metę- odpowiedziałam i temat się skończył. Po kolacji poszłam na chwilę do pokoju Martyny. Tam siedziała Olka z jakąś dziewczyną, widać, że się polubiły. Plan był jeden zamienić się z tą dziewczyną miejscem w pokoju.
-Ola możemy pogadać?-zaczęłam miło jak nigdy.
-NO co chcesz?- ona nie była już taka miła, ja jednak ciągłam dalej.
-No wiesz widzę, że zakolegowałaś się z tą nową, a jak pewnie zauważyłaś ja przyjaźnię się z Martyną, a więc czy ta twoja koleżanka nie chciałaby się zamienić ze mną miejscem w pokoju. Wiesz ty byś miała lepiej nie musiałabyś oglądać mojej gęby i przy okazji byś miała koleżankę blisko siebie, więc co ty a raczej wy na to?-czekałam na odpowiedź, a Olka poszła się skonsultować z nową koleżnką. Po chwili przyszła iiiii:
-Leć po swoje rzeczy, ale się sprężaj.
-Olu jakże my wam dziękujemy-rzuciłam szybko i pobiegłam do pokoju po rzeczy. Pakowanie tylko ich zajęło mi dobrą godzinę. Potem wyjaśniłam wszytko Julce i Zuzi i obiecałam, że nadal będziemy się kolegować. Potem ze wszytkim co tutaj miałam pobiegłam do pokoju numer 6. Tam kolejną godzinę zajeło mi rozpakowanie tych pierduł. Było grubo po 24 a my dalej gadałyśmy o wszystkim i o niczym. Jednak uświadomiłyśmy sobie, że jutro trzeba do szkoły i postanowiłyśmy iść spać.
 Rano obudziłam się, nie słysząc żadnego budzika. Pierwszą myślą było to, że jest jeszcze grubo przed budzikiem. Jednak to zbyt podejrzane, że jest tak jasno o 6. Chwyciłam po telefon iii jednak zaspałyśmy. Godzina 8:30 a my w łóżkach. Zerwałam sie z niego jak nigdy.
-Martyna kur** wstawaj, zaspałyśmy-szybko krzyknęłam i udałam się w stronę łazienki.
-Co ty pierdol***, przecież budzik jeszcze nie dzwonił-odezwała się zaspana spod kordły.
-A nastawiłaś? No właśnie ja też nie, więc lepiej się ruszaj.-mówiłam z pełną gębą pasty do zębów.
-Myślałam, że ty ustawiłaś.
-Ty nie myśl, tylko wstawaj!!!- ganiałyśmy po pokoju jak opentane. Wyrobiłyśmy się dość szybko o 9:15 byłyśmy pod klasą, strach nas obleciał, bo teraz lekcja akurat z  wychowaczynią.
-Dzień dobry, przepraszamy za spóźnienie-powedziałyśmy wchodząc do klasy. Nie zrobiła nam żadnej bury, co dziwne. Kazała zająć miejsca. A jednak na koniec lekcji kazała nam zostać na chwilkę. Zaczęła gadać, że nie chcę żebyśmy się następnym razem spóźniały i takie tam. My jako grzeczne uczennice obiecałyśmy poprawę. Reszta lekcji zleciała strasznie szybko. Potem trening. Dzisiaj szła też Martyna. Szybko wróciłyśmy do pokoju, trochę ogarnęłyśmy ryjce, wzięłyśmy potrzebne rzeczy i szybko na salę. Tam dziewczyny się przebierały. My wyszłyśmy na końcu. Na boisku czekał już pan Piotrek. Szybko sprawdził obecność.
-A ciebie tu chyba jeszcze nie było?-zwrócił się do Martyny, a potem na jego twarzy pojawił się uśmieszek.
-Nie, jestem tu pierwszy raz.-odpowiedziała i również się uśmiechnęła.
-To przedstaw się nam-dalej ciągną rozmowę. Martyna przedstawiła się i jeszcze przez chwilę rozmawiali.
-Dobra to teraz dobierzcie się w pary, a ty Martyna choć będziesz ze mną- wzrokiem wskazał na Martynę. Ale jakim wzrokiem. Nigdy tak się jeszcze nie patrzył, na żadną z nas. Ja byłam z Julką. Coś mi się wydawało, że między trenerem a nową uczennicą coś będzie. Martyna była strasznie zestresowana. Zauważył to również Piotrek.
-No nie stresuj się już, widać że potrafisz tylko tak się nie stresuj, choć pokażę ci kilka ćwiczeń.-powiedział i podszedł do dziewczyny. My z Julką stałyśmy zaraz obok nich więc wszystko widziałam bardzo dobrze. Najpierw pokazywał jej jakieś ćwiczenia na rękce, potem na brzuch. Przy kolejnych ćwiczeniach zbliżał się coraz bardziej. Stanął za nią i chwycił za biodra. Gadał, że to jakieś ćwiczenia, ale ja wiedziałam, że to tylko wymówka. Jego wzrok był utkwiony tylko w nią, nie zwracał uwagi na nas, był tak wpatrzony w Martynę. Trening dobiegł końca, wszystkie udałyśmy się w stronę szatni. Ten trening nie był normalny, Piotrek zachowywał się jakby poza Martyną na sali nei było nikogo innego. Czyżby miłość od pierwszego wejrzenia, a tym bardziej ćwiczenia hahha xd
-Dlaczego mi nie mówiłaś, że on jest tak zajebi***-mówiła podekscytowana Martyna, kiedy byłyśmy już w pokoju.
-Bo nigdy taki nie był. Spodobałaś mu się a z tego co wiem nie jest w żadnym związku-odpowiedziałam i udałam się do łazienki. Kiedy wyszłam jeszcze chwilę o tym pogadałyśmy i postanowiłyśmy dziś szybciej iść spać bo nie chcemy znów zaspać.  

niedziela, 25 listopada 2012

Rano wstałyśmy po 12, a w prawdzie to Patrycji siostra zrobiła nam niezłą pobudkę, wskakując na łóżko. Nie obeszło się bez  siostrzanej kłótni, to tak z miłości. Pierwsze co to "gdzie jest kur** mój telefon". Tak wszystkie trzy znalazły się pod łóżkiem, choć nie wiem dlaczego, wieczorem były pod poduszką.... chyba... :) No mniejsza o to. W kuchni czekały świeże naleśniki:
-Czyżbyś miała tak zdolną siostrę?- odezwała się zaspana Martyna.
-Ta bardzo..-odpowiedziała równie zaspanym głosem Patrycja. No jej mama jest taka kochana, że zrobiła nam śniadanko przed wyjściem do pracy.
-Czekajcie zadzwonię do niej, żebym nie wyszła na tak wyrodną córkę-zaśmiała się Patrycja i chwyciła za telefon.
-O kur**, Marcin dzwonił, 8 razy. :)-zaśmiałyśmy się.-zadzwonię później, teraz dam znać mamę, że Karolina zdarła nas z łóżka.-po tym nacisnęła zieloną słuchawkę- Cześć Mamuś, kocham Cię-mówiła z uśmiechem na twarzy
-My też, my też-darłyśmy się z Martyną do słuchawki. Patrycja rozmawiała jeszcze przez chwilę, ale chyba nie skończyło się zbyt miło bo usłyszałyśmy kilka ostatnich słów
-No mamo, czy nie jest już czas żeby została sama?....No ale nie mogę jej do jakiejś koleżanki odprowadzić?-wyglądało, że nie bo gdy tylko się rozłączyła się z jej twarzy znikną uśmiech, a pojawiła się jednoznaczna złość. Po skończonej rozmowie Patrycja weszła do kuchni.
-No zajebi****, dzisiaj nigdzie nie wyjdę do 20 bo muszę z Karoliną siedzieć...-była tak wkurzona, że prawie rozbiła kubek stawiając go na stół.Zaraz po tym, po raz kolejny odezwał się jej telefon. Odebrała i wyszła do innego pokoju. Rozmawiała z jakieś 20 minut, my w tym czasie ładnie posprzątałyśmy po śniadaniu. Po chwili po raz kolejny w kuchni pojawiła się Patrycja, tym razem trochę mniej zdenerwowana.
-No dziewczyny, ruszać tyłki i się szykować za godzinę wychodzimy.-powiedziała z uśmiechem na twarzy.
-A ja, a ja. Chyba mnie tu nie zostawisz-zza ściany wybiegła Karolina.
-Nie ty też się szykuj, i więcej nie podsłuchuj bo nie wiem co ci zrobię, ale wiem, że będzie boleć- jeszcze chwilę się kłuciły, a potem wszystkie trzy ruszyłyśmy do łazienki. Tam każda zajęła się czym innym, ja prostowałam włosy, Martyna się malowała a Patrycja suszyła włosy. Potem poszłyśmy po ciuchy i każda po kolei się przebrała.
-Czy mogę wiedzieć, gdzie idziemy?-zapytałam, choć trochę się bałam, zła Patrycja to zagrożenie.
-Oczywiście, ruszamy do galerii- odpowiedziała z uśmiechem na twarzy. Już jej przeszło jak dobrze. Szybko ubrałyśmy kurtki i buty, Patrycja pomogła Karolinie i wyszłyśmy.  Na miejscu byłyśmy po 20 minutach.
-I co teraz będziemy robić nie chce mi się łazić z wami po sklepach-marudziła Karolina.
-No przecież wiem, nie idziemy do sklepów- rzuciła Patrycja i poszłyśmy w stronę placu zabaw.
-Więc plan jest taki Karolina lecisz się bawić a my ruszymy do KFC i zaraz tu przyjdziemy.-wyjaśniła wszystko dobra siostra. Zostawiłyśmy małą z jej koleżankami i ruszyłyśmy po coś do jedzenia. Szybko zamówiłyśmy i czekałyśmy przy kasie.
-Zapomniałam powiedzieć wam o jeszcze jednej sprawie.-ciągnęła brunetka. -Nie będziemy same. Przyjdzie też Marcin.-przerwała na chwilę-Tak wiem, że się bardzo cieszycie.-no cóż czy się cieszymy sama nie wiem, ale i tak już nic nie mamy do gadania więc wzięłyśmy swoje pudełeczka z fast foodem  i ruszyłyśmy w stronę ławki przed placem zabaw. 
-To ja po niego pójdę i zaraz wrócimy-powiedziała i ruszyła w stronę wyjścia. Do Martyny zadzownił telefon. Rozmawiała przez chwilę a na jej twarzy pojawiał się coraz większy uśmiech.
-Nie wierzę, ty też nie uwierzysz- mówiła, ciesząc się coraz bardziej-Do mojej mamy zadzwonili ze szkoły. Na początku wystraszyła się i wgl, że może ja coś zrobiłam,ale ta cała sekretarka czy ktoś tam kto dzwonił, no mniejsza o to. Powiedziała, że nasza szkoła zbankrutowała i na dodatek sanepid kazał ją zamknąć, ale żeby nie przerywać nam tej nauki i wgl, przeniosą nas do tych dwóch pozostałych szkół i mnie przenoszą do waszej :)-przez chwilę nie mogłam w to uwierzyć, kiedy to wszystko do mnie doszło cieszyłam się jak nigdy do tąd, śmiałyśmy się przez dobre 10 minut, ale musiałyśmy się uspokoić bo ludzie patrzyli na nas jak na jakieś niezbyt normalne. Po chwili przyszła Patrycja z Marcinem. Widać było, że są naprawdę w sobie zakochani, szli objęci i tacy radośni para jak z obrazka.  Uświadomiłyśmy sobie, że to pewnie pierwsze ich wspólne wyjście na miasto. Podeszli do ławki, nie wiedziałam jak mam się przywitać w końcu to nasz były trener więc postawiłam na :
-Dzień dobry- i uśmiechnęłam się, potem tak samo przywitała się Martyna.
-Cześć dziewczyny-spokojnie odpowiedział Marcin. Potem nie uważaliśmy na "pan" tylko mówiłyśmy normalnie. Widać, że nie miał nic przeciwko temu. Rozmawialiśmy, śmieliśmy się. Czas zleciał strasznie szybko i trzeba było się zbierać. Po raz kolejny zgodnie ubraliśmy kurtki i udaliśmy się do wyjścia. Będąc w połowie drogi Patrycja przypomniała sobie, że o czymś zapomniała. Tak tym czymś a raczej kimś była Karolina.
-Ku***, będę miała przejeb***, wy idźcie ja po nią pobiegnę- słowa zamieniła w czyny, szybko ruszyła po siostrę. A my rozeszliśmy się po swoich domach. Jutro już niedziela i trzeba wracać do Londynu, tym razem będę tam jechać z radością w końcu nie jadę tam sama :).

czwartek, 22 listopada 2012

Dziś obudziłam się ze świadomością, że w końcu PIĄTEK, na który tyle czasu czekałam. Dzień stał się jeszcze piękniejszy kiedy dowiedziałam się, że pani od polskiego jest chora i do domu wylecimy o 13,  a nie o 17 :D To naprawdę coś pięknego. Po zajęciach wpadłam do pokoju po walizkę i razem z dziewczynami ruszyłyśmy do autobusu. Po drodze natknęłam się na Kacpra:
-O cześć Martyna ;)- nawet nie myślałam, że zapamięta moje imię a jednak ja również się z nim przywitałam i Kacper poszedł do kolegów.
-Kacper, Kacper czekaj ... !!!-darł się jakiś debil i biegł trącą  wszystkich barkiem. Nie obeszło się żeby nie uderzył mnie, wywaliłam  walizkę na ziemię, otworzyła się i ledwo upachane rzeczy wypadły na ziemię.
-KRETYN- krzykłam, kiedy ten nawet nie zwrócił na mnie uwagi i poszedł do kolegi. Tym kretynem okazał się Filip.. Jakieś 5 minut zajęło mi zbieranie rzeczy i powrotne wepchnięcie ich do walizki.
-Idź ją chociaż przeproś-nalegał Kacper. Słyszałam wszystko bo niestety szłam za nimi.
-O jeny nic jej się przecież nie stało, korona jej z głowy nie spadła przecież to tylko kilka bluzek....-bronił się Filip
-Jak chcesz.- rzucił Kacper i poszedł do przodu zostawiając kolegę samego. Ten odwrócił się i suprise, był tak zaskoczony, że cały czas byłam za nimi, że się biedny zarumienił.
-I co teraz powinienem Cię przerosić?-zapytał, robiąc się coraz bardziej czerwony na twarzy.
-Rób co chcesz, i tak zdania nie zmienię kretynem zawsze będziesz w moich oczach-powiedziałam ze sztucznym uśmiechem.
-No przepraszam, ale...
-Tak wiem przecież nic mi nie jest, korona z głowy nie spadła-powiedziałam od niechcenia i wsiadłam do autobusu. Tam usiadłam z dziewczynami, i szybko ruszyliśmy na lotnisko. Na miejscu byliśmy po 20 minutach. Szybki wypad z autobusu i na samolot. Nasza punktualność jest niesamowita, kolejny raz wpadliśmy tuż przed wylotem. Szybko wsiedliśmy do maszyny i wylecieliśmy. Podróż minęła strasznie szybko, na miejscu byliśmy o 18. Tam czekał tato. Przywitałam się i pojechaliśmy do domu. Tam wpadłam przywitałam się z mamą, wzięłam potrzebne rzeczy i do Patrycji. Po drodze zgarnęłam Martynę i szybkim krokiem ruszyłyśmy. Po drodze zahaczyłyśmy o jakiś sklep i kupiłyśmy słodkości na tak ciekawie zapowiadającą się noc. Drzwi domu otworzyła sama Patrycja.
-Hej -powiedziałyśmy po kolei i weszłyśmy do mieszkania. Misiek na przywitanie i poszłyśmy do jej pokoju. Na biurko rzuciłyśmy nasze rzeczy i zajęłyśmy jej łóżko, ona usadowiła się na fotelu.
-No jak tam dziewczynki- przywitała nas jej mama, która weszła do pokoju.
-Dobrze, dobrze-miło odpowiedziałyśmy  i jeszcze chwilę z nią porozmawiałyśmy. Potem jej mama wyszła z pokoju i zaczęło się:
-No to teraz mów, nie wymigasz się- mówiłyśmy jedna przez drugą.
-Spokojnie, zaraz wam wszystko opowiem, ale najpierw powiedzcie jak u was i wgl? :)
-Nie zmieniaj mi tu tematu, tylko gadaj-przerwała jej Martyna.
-Ale jak mogłaś z nim, dlaczego właśnie z nim, przecież on ma żonę i syna-powiedziałam, choć gdzieś w głębi duszy się jej nie dziwiłam w końcu Marcin jest taki przystojny.
-Już nie ma, przecież nie związałabym się z żonatym mężczyzną, chyba....-i przez chwilę nastała cisza którą Martyna przerwała chrupaniem chipsów, wszystkie wybuchłyśmy śmiechem.
-Ile jeszcze mamy czekać? -powtórnie zaczęła temat Martyna.
-No dobra, będę już to miała za sobą. No więc miał być trening, ale przez cały dzień Marcin chodził jakiś przygnębiony. No nic na trening przyszłam tylko ja. Było tak dziwnie, nieswojo, to nie ten sam Mraśny co zawsze. Więc po prostu zapytałam się co się stało. Zaprosił mnie do ich pokoju, bo nie chciał rozmawiać o tym tak na boisku. Zgodziłam się, choć było to dla mnie wielkim szokiem bo myślała, że powie mi, że nic się nie stało. Jednak nie. Usiedliśmy, do szklanek nalał wody cytrynowej. W pewnej chwili po jego policzku zaczęła spływać łza. To było takie rozczulające, pierwszy raz widziałam płaczącego mężczyznę. "Jest aż tak źle" po raz kolejny zadałam mu pytanie nie patrząc na to czy wypada czy nie. "Wzięła ze mną rozwód rozumiesz i Wojtusia zabrała" tak po prostu się rozwiodła, nie mogłam tego zrozumieć, był takim wspaniałym człowiekiem, opiekuńczym i wyrozumiałym. "powiedziała, że ta miłość już wygasła, zapewniała, że nie zdradziła, obiecała, że nie zabroni mi widywać się z synem będę mógł zabierać go na weekend i część wakacji" kiedy to mówił łzy leciały mu coraz bardziej. Był taki podłamany. Z plecaka wyciągnął małą wódkę. Powiedział,że miał wypić ją w domu, ale jeśli już tutaj jesteśmy to co to za różnica. "Chcesz też" zapytał z uprzejmości, chyba zapomniał, że jestem jego uczennicą. Ja nie miałam ochoty się upijać, więc podziękowałam. Jemu też zaczęłam robić kazanie, że alkoholem niczego nie załatwi a tym bardziej nie zapełni nim pustki. Ten mnie nie słuchał wypił kieliszka potem drugiego, już sięgał po trzeciego jednak ja wyrwałam mu go z ręki. "Przestań, nie widzisz,że cierpię, oddaj mi go". Rozumiałam go ale przecież nie dam mu się upić tym bardziej tu w szkole. Kieliszka mu nie oddałam, i nie wiedziałam co mam robić patrzyłam jak siedzi zmartwiony i zapłakany. Podeszłam i przytuliłam go, tak po prostu. Nie wiedziała jak on się zachowa, jednak odwzajemnił mi uścisk. Siedzieliśmy tak przytuleni z dobre 5 minut. Nie mogłam się oderwać, widziałam, że on też tego nie chce. W pewnej chwili nawet nie wiem kiedy nasze wzroki zbiegły się ii...- w tym momencie Patrycja przerwała na chwilę...
- i co, i co -mówiła coraz bardziej zniecierpliwiona Martyna. Patrycja wzięła łyk soku i mówiła dalej.
-no jego usta, złączyły się z moimi. Bałam się, tego, że w pewnym momencie się obudzę. Czułam się jak w jakimś śnie. Jejku jak on całuje, bajka po prostu. Nigdy  nie doznałam czegoś piękniejszego. Potem sprawy potoczyły się już same. Nawet nie wiem jak wylądowałam w jego mieszkaniu, a potem w jego łóżku. Ta noc była czymś, czego nie da się opisać. Rano obudziły mnie promienie słońca wpadające do ich sypialni. Marcin poszedł do pracy do szkoły. Ja pozbierałam się i na stole zostawiłam kartkę "DZIĘKUJĘ ZA WSPANIAŁĄ NOC, JEŚLI COŚ PAMIĘTASZ, A JA NIE BYŁAM TYLKO TWOIM POCIESZENIEM TO ZADZWOŃ" pod spodem napisałam numer telefonu.
-I co zadzwonił-teraz ja wyrwałam się z moją ciekawością.
-Tak zadzwonił, i teraz jesteśmy razem, tylko najgorsze jest to, że musimy się ukrywać, bo w końcu to mój nauczyciel.
-Jeju jakie to romantyczne-mówiła Martyna a ja tylko przytakiwałam. To naprawdę coś wspaniałego, nie okazał się jakimś dupkiem który przespał się z nią tylko dla pocieszenia.
-dobra, dobra to co teraz robimy? - przerwała nasze rozmyślenia Patrycja. Postawiłyśmy na jakieś komedie romantyczne. Oglądałyśmy chyba do 3 w nocy, a potem padłyśmy z przemęczenia i przesłodzenia taka porcja jedzenia nie działa na nas dobrze :)

poniedziałek, 19 listopada 2012

Poniedziałek zaczął się strasznie -.- Deszcz wciąż lał. na dodatek dziewczyny patrzyły na mnie z taką nie chęcią zresztą tak samo się do mnie odzywały. Dobra rozumiem wczoraj nie byłam zbyt miła ale bez przesady.  Nie chcą to nie ja ich zmuszać nie będę. Na zajęcia nie chciało mi się iść jak nigdy. Ubrałam dresy i adidasy, włosy związałam w kucyka. Lekcje wlokły się jak nigdy po 7 miałąm wrażenie jakbym tam cały dzień siedziała. Po obiedzie wróciłam do pokoju. Na szczęście złość dziewczyn trochę opadła i zachowywały się dość normalnie. Dzisiaj pierwsze zajęcia z tańca. Z naszego pokoju idzie też Olka -.- Ona pierwsza wlazła do łazienki. Czas leciał, ja już wszystko sobie naszykowałam i tylko czekałam aż stamtąd wyjdzie. A ona siedziała tam już chyba z godzinę jak nie więcej:
-Czy mogłabyś ruszyć swoją szanowną dupę?!!!- mówiłam ciągle stukając w drzwi...
-Jeszcze nie jestem gotowa, paznokcie piłuję..-odpowiedziała swoim jakże milutkim głosem
-Ty jesteś jakaś popie*******??? wyjdź i tu sobie piłuj te zasrane paznokcie....- nie było szans żeby stamtąd wyszła..... Zostało 20 minut do wyjścia, ja też musiałam się trochę ogarnąć.. Wzięłam swoje rzeczy i poszłam do dziewczyn obok. One niestety też się szykowały do wyjścia i łazienkę miały zajętą.  Zostało mi tylko jedno wyjście iśc do chłopaków. Spokojnie zapukałam do drzwi
-Proszę-usłyszałam całkiem miły głos chłopaka.
-Cześć mogę skorzystać z łazienki, bo śpieszę się a u nas zajęta-kiedy tam stałam widziałam tylko jeden wielki syf. Myślałam, że to u nas to u nas jest masakra a tu prosze :D
-No pewnie, tylko Filip wyjdzie-odpowiedział brunet.
-Dzięki, tak wogóle jestem Martyna
-Spoko, ja Kacper miło poznać- odpowiedział i uśmiechną się, ja też odpowiedziałam mu uśmiechem. Z łazienki wyszedł Filip wmurowało mnie w podłogę......to był chłopak z biblioteki.
-O śpiąca królewna nie w łóżeczku? A jeśli dobrze pamiętam to nie ma jakiegoś zakazu czy coś ??-ta Filip to również chłopak, którego wywaliłam z naszego pokoju..
-Weź się zamknij kretynie!!-Kacper stanął w mojej obrnie
-Masz już wolną łazienkę, i nie prejmuj się nim :)
-Nie przejmuje się takimi dupkami jak on i dzięki- odpowiedziałam i weszłam do łazienki, gdzie też był cholerny syf. Szybko uczesałam się i poprawiłam makijaż.
-Dzięki Kacper, ja zmykam-zwróciłam się do bruneta.
-Nie ma sprawy wpadaj częściej-odpowiedział. Już chwytałam za klamkę kiedy swoje trzy grosze musiał dorzucićFilip
-A mi t już nie podziękujesz  ???? -zaczął swoim wrednym tonem.
-A tobie niby za co ?
-A kto ci w bibliotece godzinę podał ? -ciągnął z uśmiechem na twarzy
-No tak jakże mogłam zapomnieć, dziękuję. Przecież zakłuciłam twoje skupienie, które pewnie rzadko się zdarza. Ale jeśli dobrze pamiętam to ty mi powinieneś dziękować, bo jeśli bym wtedy nie podeszła pewnie nie pomyślałbyś żeby godzinę sprawdzić i byś się jeszcze bardziej spóźnił.
-Och jakaś ty pamiętliwa, więc dziekuję pani bardzo.
-Jak widać nie tylko ja jestem  pamiętliwa. -Rozmowa zapewne ciągła by się jeszcze gdybym nie przypomniała sobie, że śpieszę się. Otworzyłam drzwi i na pożegnanie rzuciłam jakże miłe "NIE MA ZA CO"i wyszłam. Potem wpadłam do pokoju po torbę i biegiem na salę. Zajęcia trwały ok 1.5 godziny. Dzisiaj większość czasu rozmawialiśmy jakie są plany na prowadzenie zajęć, i uczyliśmy się jakiś podstawowych kroków. Podsumowując nic ciekawego. W pokoju byłam pierwsza, więc tym razem to ja zajęłam łazienkę. Po chwili przyszła Olka.
-Ale jestem zmęczona-żaliła się do dziewczyn. One oczywiście jej nie słuchały i nadal zajmowały się swoimi sprawami.
-Idę pod prysznic-ciągnęła dalej Olka, myśląc że ktoś jej słucha.
-Zajęte-z niechęcią powiedziała Julka.
-To chyba żarty-powiedział. Po chwili zaczęła stukać do drzwi i drzeć się :"NO SZYBCIEJ, POŚPIESZ SIĘ,RUSZ DUPSKO" i tak w kółko.
-Coś mówiłaś  bo nie słyszałam, paznokcie piłuję.-rzuciłam, naprawdę siedziałam sobie nic nie robiąc, ale przecież zemścić się trzeba.
-Ej no to nie jest zagranie poniżej pasa-ciągła swoim piskliwym głosem.
-Oj no nie marudź, dasz radę, jeszcze tylko 9 paznokci i brewki do wyregulowania.- mówiłam ledwo powtrzymując się od śmiechu. Słyszałam tylko jak wychodząc trzasła drzwiami za sobą, a zaraz po tym wybuch śmiechu dziewczyn. Wyszłam z łazienki i śmiałam się razem z nimi. Potem chwyciłam za telefon Miała nieodebrane połączenie od Patrycji, więc szybko odzwoniłam. Migiem po drugiej stronie usłyszałam jej śmiech i jakże radosne
-Witam Martyno:D
-A tobie co, że taka szczęśliwa ?
-Nic, nic-mówiła ze śmiechem w głosie, a w oddali słyszałam jakiś męski głos
-Patrycja chodź tu, kończ już. -to był całkiem znajomy męski głos :o
-Widzisz muszę kończyć, obowiązki wzywają, pa -i zaraz po tym rozłączyła się. No to mamy zagadkę dnia kto był z Patrycją :D No nic musiałam odrobić lekcje. Potem do pokoju weszła Olka:
-Paznokcie wypiłowane? -znów zaczęła
-Tak bardzo dokładnie-odpowiedziałam, coś tam jeszcze bełkotała pod nosem ale już jej nie słuchałam. Kiedy skończyłam lekcje zadzwonił telefon nikt inny jak Patrycja.
-No teraz się tłumacz-zaczęłam kiedy tylko odebrałam
-Ale nie wiem o co ci chodzi Martynko- odpowiedziała nadal się śmiejąc
-Jak to nie wiesz, z kim ty się szlajasz? :D
-A to, to na treningu byłam.
-Tak tak na treningu o 21:30. Dobra to już wiem że z Mraśnym byłaś :)
-No na treningu, serio
-O to wiedzę, że pan Marcin zaczą robić indywidualne treningi. Czy wy.....?
-Oj przestań. Kiedy będziesz w domu ?
-W piątek
-Dobra to wpadnij do mnie to ci wszystko opowiem.
-Ale, że wy razem ? :o
-Do piątku papa :* - i nie usłyszałam odpowiedzi na tak ważne pytanie, ale coś mi się wydaje że mam rację. No cóż dowiem się w piątek. A teraz trzeba spać. Powiedziałyśmy sobie zgodnie dobranoc, zgasiłyśmy światło i spanko :D
 W Londynie  zastał nas deszcz niezbyt ciekawa pogoda :/  W szybkim tempie wszyscy wsiedli do autobusu i pojechaliśmy do szkoły. Było już późno, a mnie na dodatek rozbolała głowa -.- W stołówce czekała kolacja. Ja jednak zostałam w pokoju Poszła do łązienki, wykąpałam się. Telefon do rodziców, że wszystko w porządku, i położyłam się do łóżka. Przez okno widziałam jak deszcz pada coraz mocniej, a po szybie spływają jego krople. Już zasypiałam kiedy do pokoju wlazły dziewczyny z jakimiś chłopakami. Myślałam, że je ubije. Darły się jak naćpane. Wyłoniłam się z pod ciepłej kordełki .
-Czy mogłybyście być choć trochę ciszej?! A poza tym chyba chłopacy nie mogą włazić do naszych pokoi?- byłam taka wkurwiona, że mogłabym ich wszystkich rozszarpać. Nawet nie wiem dlaczego, pewnie normalnie nie miałabym nic przeciwko chłopaków w naszym pokoju i długich, głośnym rozmów.
-Dobra już idziemy śpiąca królewno- rzucił któryś z chłopaków nawet nie wiem kto to.
-Spier*****.... - wyciągnęłam słuchawki z pod poduszki, włączyłam jakąś piosenkę i odwróciłam się w drugą stronę. Chłopacy wyszli nawet nie wiem kiedy, jakoś mało mnie to interesowało.. Potem słyszałam tylko jak któraś tłucze się w łazience. Jeszcze przez chwilę słyszałam muzykę i nawet nie wiem kiedy zasnęłam.

sobota, 17 listopada 2012

W sobotę wstałam o 12. Tak jak na mnie to dość normalne. Oczywiście zapomniałam, że na 13 umówiłam się z Martyną i musiałam dzwonić żeby ją poinformować, iż będę później xd Ganiałam po domu jak głupia, szukając jakiś ciuchów. Po 15 minutach przemyśleń postawiłam na rurki, bluzę i bokserkę, do tego adidasy z nike. Prostowanie włosów, i mały make-up zajęło kolejne pół godziny. Potem zjadłam śniadanie, wprawdzie był to już obiad. Pogadałam trochę z siostrą, potem z mamą. Była już 14, wzięłam wszystkie potrzebne rzeczy i tato odwiózł mnie do Martyny. Podjechaliśmy pod jej dom. Czekała na mnie na schodach. "Dzięki  tatuś"-rzuciłam szybko i wysiadłam z auta. "No jesteś w końcu"-usłyszałam na powitanie."Ja ciebie też"-odpowiedziałam z wielkim uśmiechem na twarzy. I zaczęły się nasze opowieści. Oczywiście jak to my zagadałyśmy się i zapomniałyśmy, że umówiłyśmy się z Patrycją. Wzięłyśmy szybko torebki i biegiem. Punkt 18 byłyśmy pod salą. Tam czekała Patrycja. "Hej Patrycja"-powiedziałyśmy ze śmiechem."Ile można czekać?"- powiedziała wkurzona."Oj na choć i już się nie złość". Potem misiek na przyjemniejsze powitanie i weszłyśmy do budynku. Od pana Adama wzięłyśmy kluczyk, z którym siedziałyśmy przez 10 minut prowadząc rozmowę. Potem do szatni, gdzie przebierałyśmy się chyba z pół godziny bo ciągle rozpraszałyśmy się rozmową. No kiedy  już każda ubrała się, poszłyśmy po moltena,. W pomieszczeniu siedział pan Marcin. Nasz dawny trener. "O dzień dobry"-powiedziałyśmy, i na zarówno naszych jak i jego twarzy pojawił się wielki uśmiech. "Dzień doby dziewczyny"-odpowiedział. Zanim poszłyśmy grać spędziłyśmy godzinę, rozmawiając z Marcinem. "To co idziemy grać"-spytała zniecierpliwiona Martyna. "No chodźmy"-powiedziałam i wzięłam piłkę."A może pójdziesz, znaczy pójdzie pan z nami?"-wydukała zestresowana Patrycja po małej wpadce. I tak wszystkie śmiałyśmy się jak opentane. "To zaraz przyjdę tylko się przebiorę"-odpowiedział. Wyszłyśmy z pomieszczenia i udałyśmy się w stronę siatki. Nadal na naszych twarzach widniał uśmiech, i nie mogłyśmy się uspokoić. Potem przyszedł Marcin i zaczęliśmy odbijać. Kiedy tak graliśmy przypomniały mi się trzy lata gimnazjum. Jak narazie to był najlepszy czas spędzony w szkole. I wszyscy zaczęliśmy wspominać. Co chwilę na myśl przychodziły coraz śmieszniejsze rzeczy.Razem z nami śmiał się pan Marcin. Niestety przyszła godzina 21 i trzeba było się zmywać. Pożegnałyśmy się z nauczycielem i wszyłyśmy. Pod salą czekała już mama Patrycji, z nią też się pożegnałyśmy i udałyśmy się w stronę domu Martyny. Nie śpieszyło się nam i były widoczne skutki. Zamiast 15 minut szłyśmy 45. Pół nocy gadałyśmy i oglądałyśmy  jakieś filmy przy większości ryczałyśmy ale to taki szczegół.W niedzielę rano tato czekał już o 8 bo dzisiaj lot trochę szybciej a chciała jeszcze trochę czasu spędzić z bliskimi. Pożegnałam się z Martyną, i pojechaliśmy do domu. Potem poszłam do kościoła z Dianą, której też musiałam poopowidać co się działo. Po mszy spotkałam kilku znajomych, z nimi też zamieniłam kilka słów i poszłam do domu. Zjadłam obiad i siedziałam z rodzicami i rodzeństwem. O 15 wyjechaliśmy na lotnisko. Byliśmy punktualnie na 17 gdzie czekali już wszyscy. Pożegnałam się z rodzicami i do samolotu.

piątek, 9 listopada 2012

Kolejne dni leciały strasznie szybko, nie wydarzyło się nic co mogło by przykuć uwagę. Wszystko było bardzo monotonne. Wstać, poranna toaleta, jakoś wytrzymać w szkole, wrócić i wytrzymać do wieczora albo iść na trening, wrócić, kąpiel i spać xd Na treningach po tak długiej przerwie czyli wakacjach grałam jak sierota. Już jutro do domu, w końcu. Cieszyłam się tym jak zbawieniem jakiś. W piątek rano od razu wstałam z łóżka (co było jakimś przełomem bo zawsze dziewczyny mnie z niego zdzierały), potem dość szybko się ubrałam i ogarnęłam twarz i włosy. I tym razem to ja zrobiłam dziewczyną pobudkę, która nie mogła się nie udać. Włączyłam im budzik, gdzie najlepszy jest refren "hej miśki, czas wstać! Jak można tak spać...". Wszystkie wyskoczyły jak poparzone z łóżek, a ich zdziwienie, że tym razem to ja już gotowa było rozwalające. One też dość szybko się przygotowały, i mogłyśmy iść. W drodze na stołówkę z przeciwnej strony szedł chłopak z biblioteki. Na naszych twarzach pojawiły się uśmiech, a na policzkach różowiutkie rumieńce. Kiedy przechodził obok mnie lekko szturchną mnie ramieniem i szepną cichutkie "Cześć". Ja już nie zdążyłam mu odpowiedzieć i tylko się uśmiechnęłam. Udany poranek daje udany dzień. I taki był, lekcje minęły szybko, potem obiad i musieliśmy szybko się dopakować bo zaraz na lotnisko. Potem z walizami na korytarz. Jeny ile nas jest o.0 Dopiero teraz to sobie uświadomiłam kiedy na korytarzu był taki ścisk, że ledwo co dało się przejść.  Autobus czekał już przed szkołą. Szybko do niego wsiedliśmy i na lotnisko. Tam już pędem bo na nasz lot strasznie mało czasu. Na szczęście byliśmy dokładnie na czas. Wsiedliśmy i zajęliśmy miejsca.  Czas w samolocie zleciał strasznie szybko. Potem na lotnisku we Wrocławiu czekali już rodzice. Miłe przywitanie i do samochodu. Potem już tylko do domku :)

czwartek, 1 listopada 2012

Kolejna pobudka, przygotowanie do wyjścia, śniadanie i lekcje. Dzisiaj ubrałam rurki, bokserkę i bejsbolówkę do tego białe conversy. Włosy związałam w kucyka i lekki makijaż. Pierwsza lekcja to polski. Wszyscy zaspani, bez zapału do pracy. Potem już z górki. Lekcje minęły dość szybko, później czas dla siebie. Postanowiłyśmy pójść na miasto i może jakieś zakupy. Miasto fajne, niestety nie zdążyłyśmy dużo zobaczyć bo czas nas gonił. Za to galerię obejrzałyśmy dość dokładnie. Była ogromniasta. Moje nowe nabytki to 2 bluzki i brązowy sweter. Po powrocie do bursy trzeba było się pouczyć. Wiedziałam, że przy dziewczynach się nie skupię, więc poszłam do biblioteki. Wzięłam kilka książek i usiadłam przy stoliku. Zauważyłam, że przy stoliku obok siedzi jakiś chłopak. Nie mogłam się przyjrzeć bo zasłonił sie książką. Ja też zaczęłam czytać. Po jakiś 15 minutach zauważyłam, że chłopak pisze coś w zeszycie. Mogłam  dokładnie się przyjrzeć. Był brunetem. Całkiem fajnie wyglądał. Co chwilę spoglądał w moją stronę. Tylko najgorsze było, to że nie nic o nim nie wiedziałam i nie miałam pewności, że jest z Polski -.- Przypominiałam sobie, że czas leci a kolacja już o 19:30 szybko sięgnęłam po komórkę. Oczywiście ja i mój mózg -.- zostawiłam ją w pokoju. Zostało mi tylko jedno zapytać się bruneta o godzinę. Z niepewnością podeszłam "I'm sory :) What time is it ?" - "Słucham"- odpowiedział. Jesnyy jakie szczęście :D "Wiesz która jest godzina? "-odpowiedziałam szybko-"Czekaj bo ja sam nie wiem"- zaśmialiśmy się, wyciągnął telefon z kieszeni "o cholera już 19:35, jestem spóźniony"- no nie zasiedziałam się-"Ja też, dzięki. Narazie"- szybko odłożyłam książki na półkę, i wyszłam z pomieszczenia. Jego już też nie było. Po kolacji wytłumaczyłam wszystko pani Kasi więc nie było zbędnych przemówień. W pokoju opowiedziałam wszystko dziewczyną. Reakcja Olki mnie zaszokowała "znajdę go i będę wyrywać"- "powodzenia" rzuciłam tylko i poszłam do łazienki. Potem już tylko spać. Podsumowując dzień zaliczony na wielki + :)