piątek, 7 grudnia 2012

W sobotę punkt 10 byłyśmy na lotnisku i czekałyśmy na Patrycję. Ludzi było masa, ciężko było się przepchać. Usiadłyśmy na jakieś ławce i tam spokojnie czekałyśmy.
                                -------- a u Patrycji --------
Pobudka strasznie wcześnie, bo już o 4:00. Wywlokłam się z łóżka ogarnęłam, ubrałam zjadłam śniadanie i wyszłam.  Przed blokiem czekał już Marcin. Wyszedł po mnie, przywitał słodkim całusem, potem otworzył drzwi w samochodzie. Już po chwili byliśmy pod domem Wojtka, on szybko wsiadł i na lotnisko. Dojechaliśmy na 5:30 więc jeszcze chwilę mogliśmy sobie pogadać. Marcin przytulił się do mnie i nie chciał puścić.
-Marcin o co Ci chodzi? -zapytałam z wielkim zdziwieniem.
-Ale co ? -odparł równie zdziwiony.
-No to, że się do mnie przykleiłeś
-A co nie mogę. Dobra już.
-Nie. nie że nie możesz tylko, że nigdy tak się do mnie nie przytulałeś.
-No bo jedziesz i Cię aż przez dwa dni nie będę widział. Stęsknię się.
-Spokojnie to przecież tylko 2 dni. Ja też się będę tęsknić ale bez przesady.- mocno go przytuliłam i trzeba było już iść. Wzięłam Wojtka pod rękę i poszliśmy do samolotu. Tam zajęliśmy miejsca i przez prawie całą drogę śmialiśmy się z niczego. Aż ludzie zaczęli się oglądać, więc trzeba było się ogarnąć.
                                --------- tym czasem u mnie --------


 Za niecałe 15 minut zauważyłyśmy Patrycję i wlokącego się za nią chłopaka. To pewnie ten jej kuzyn. Wlókł za sobą chyba z 4 torby pewnie zajął się torbą kuzynki.
-Hejjjj ;D-pierwsza podbiegła Patrycja szybko się przywitałyśmy. Potem Martyna przywitała się z Wojtkiem.
-A wy się jeszcze nie znacie.. xd-szybko dostrzegła Patrycja.-A więc Martyna to Wojtek, Wojtek to Martyna.-powiedziała.
-Cześć-powiedział blondyn i oddał  Patrycji jej walizkę.
-Hej-odpowiedziałam i wszyscy ruszyliśmy w stronę naszej bursy. Tam wszystkie rzeczy wylądowały na podłodze. Chwilę tam posiedzieliśmy a potem poszliśmy na śniadanie. Szybko zjedliśmy, i kolejnym planem było znalezienie mieszkania Wojtka, w którym teraz będzie mieszkał. Wziął wszystkie torby i udaliśmy się na poszukiwanie. Trzeba było popytać jakiś 8 osób i trafiliśmy. Mieszkanie wynajmował jakiś jego brat a teraz on je przejął. Kiedy weszliśmy, przeżyliśmy szok. Widać, że jego brat zrobił sobie przyjęcie pożegnalne i nie zdążył posprzątać. Był takie syf, wszytko latało po ziemi, cały zlew naczyń nawet książki z półek były powywalane. Wojtek od razu przeprosił nas za ten syf. My zgodnie powiedziałyśmy, że nie ma sprawy i że pomożemy mu posprzątać. Patrycja zajęła się zmywaniem naczyń, Martyna zamiataniem a ja układaniem wszystkiego na półki. Zaczęłam zbierać książki z podłogi.
-Czekaj pomogę Ci-zaproponował Wojtek.
-Okej, to może ty je mi podawaj a ja będę układać- Zgodził się. Szybko zbierał książki i wszystkie pierdułki, a ja je starannie układałam. Szybko uwinęliśmy się z tym, Wojtek pomógł zejść mi z krzesła. Teraz mieszkanie jakoś wygląda. Potem poszliśmy coś zjeść. Weszliśmy do jakieś małej, ale przytulnej restauracji. Każdy zamówił, potem szybko zjedliśmy i udaliśmy się na miasto. Łaziliśmy tak do ciemnej nocy. Później Wojtek odprowadził nas pod bursę i sam poszedł do swojego mieszkania. My miałyśmy ciekawą noc, zaczęłyśmy oglądać jakiś film, ale stwierdziłyśmy, że nam się nie chce. Martynę filmy przed snem nieźle usypiają, stało się tak też teraz.  Nawet nie wiem kiedy ona zasnęła. Mi i Patrycji jeszcze sie spać nie chciało. Za to śmiałyśmy się jak głupie, ciężko było złapać oddech. W ten sposób obudziłyśmy Martynę trzy razy. Za trzecim ona też nie myślała o spaniu i gadałyśmy chyba do 5. Potem padłyśmy jak muchy i spałyśmy do 14. Wstałyśmy, ogarnęłyśmy się i przebrałyśmy i udałyśmy się na obiad. Niestety Patrycja miała samolot już o 16 więc przyszłyśmy i musiała się zbierać. Wzięła swoje rzeczy i na lotnisko. Wojtek pojechał z nami, żeby pożegnać swoją kochaną kuzynkę ;D. Przyszliśmy na czas więc nie czekaliśmy. Pożegnaliśmy się z nią i do bursy. Na podwórku coraz zimniej, idzie zima.
-Jeny jak zimno-powiedziałam i schowałam ręce do kieszeni kurtki.
-Chcesz kurtkę-zapytał  Wojtek
-Nie przestań, nie trzeba- odpowiedziałam z niezłym zdziwieniem. Wtedy podszedł do mnie i objął mnie swoją ręką w pasie.
-Może tak będzie Ci trochę cieplej-powiedział z uśmiechem na twarzy.
-Może tak-powiedziałam i szybszym krokiem ruszyliśmy w stronę bursy. Nie zajęło nam to dużo czasu. Wojtek pożegnał sie z nami i udał się w przeciwnym kierunku. My wbiegłyśmy do pokoju, szybko się wykompałyśmy i do ciepłego łóżeczka. ;D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz