środa, 31 października 2012

A więc dobrze, że wyszłyśmy 10 minut wcześniej bo jak to ja i mój ogar, oraz ogar Julki nie mogłyśmy znaleźć sali xd Na szczęście korytarzem szedł jakiś nauczyciel podbiegłyśmy "Przepraszam wie pan może gdzie jest sala gimnastyczna? "-szybko mówiłam bo wiedziałam, że mamy juz bardzo mało czasu a widziałyśmy, że jemu też się chyba gdzieś śpieszy. " "Musicie wyjść ze szkoły, iść kawałek chodnikiem prosto a potem zobaczycie duży czaro-czerwony budynek i to właśnie nasza sala", uratował nam tyłek bo gdyby nie on szukałybyśmy jej jeszcze z pół godziny. "Dziękujemy bardzo"- powiedziałam szybko, on tylko się uśmiechnął i poszedł, my oczywiście biegiem na salę. Tam bardzo szybkie przebranie się. Widząc pozostałe dziewczyny jedną myślą jaka mi się nasuwała do głowy to "jeny nie dość,że wyglądam strasznie to jeszcze pewnie będę przy nich grała tragicznie..." no cóż nie było się kiedy wycofać. Lecimy na salę, pierwsze co zbiórka. Z pokoiku wyszedł trener, "znajoma twarz tylko nie pamiętam skąd"- powiedziałam do Julki-"głupoty gadasz gdzie mogłabyś go niby widzieć". Trudno może rzeczywiście mi się z kimś innym pomylił. Po sprawdzeniu obecności i spraw bardziej informacyjnych, przeszliśmy do  ćwiczeń. Najpierw rozciąganie, potem pobiegałyśmy sobie, a następnie przeszliśmy do gry. Podzieliliśmy się na 2 drużny i czas grać. Ja oczywiście ze stresu wszystko paliłam i wyszłam na ostatnią ciotę... Bywa... No ale co jak co wygrałyśmy jeee :D hahhaha :) Na koniec treningu okrzyk pan wymyślił coś w stylu : "Lubie-placki"  okrzyk mistrzowki. "Jeszcze zapomniałem się przedstawić a więc mam na imię Piotrek"  Wszyscy chwilę się pośmiali, i poszłyśmy do szatni. Tam zaczęłyśmy gadać razem, szczerze mówiąc myślałam, że będzie gorzej xd Wychodząc z sali natknęłyśmy się na pana Piotrka. "Widzę, że znalazłyście salę i nawet nie spóźniłyście się"- uśmiechnął się -"czyli to jednak pan, mówiłam ci Julka że skądś kojarzę " i wszyscy zaczęliśmy się śmiać. Musiałyśmy zapieprzać na kolację bo nam się oberwie  xd Na szczęście zdążyłyśmy. Potem szybki prysznic i spać. Byłam taka padnięta, że zaspałam w chyba 5 minut.

poniedziałek, 22 października 2012

Pierwszy dzień do szkoły, stres gorszy niż przed wyjazdem. Nauczyciele, towarzystwo, szkoła. Otchłań ciekawości mnie pożerała. Pobudkę mieliśmy o 6:30, a śniadanie godzinę później. Wstałam pierwsza więc łazienka moja :D Ogarnęłam się, wyprostowałam włosy i mały make-up. Na rozpoczęcie roku ubrałam się w czarną spódnicę, białą bokserkę i pudrowy sweterek. Co do butów, były to czarne koturny. Potem śniadanie i oprowadzenie po szkole. O 10 odbyło się uroczyste powitanie uczniów, przedstawienie nauczycieli i kilka słów od dyrektora. Cierpliwie wysłuchaliśmy i rozeszliśmy się do klas. Naszą wychowawczynią była pani Kasia, jak na pierwszą lekcję z nią wydawała się całkiem fajna. Powiedziała kilka słów o sobie i podała plan lekcji oraz przedstawiła zajęcia pozalekcyjne. Ja kiedy tylko usłyszałam słowo siatkówka, pierwsza się zapisałam. Poszłam też na tańce. Po 45 minutach przebytych w klasie mieliśmy 2 godziny dla siebie, potem miały odbyć się zajęcia integracyjne wszystkich Polskich uczniów. W wolnym czasie poszłyśmy z dziewczynami do pokoju i tam rozmawiałyśmy. Już po jednym dniu miałyśmy do siebie zaufanie i mogłyśmy gadać niemal o wszystkim. No oczywiście poza Olką ona gdzieś poszła. I dobrze . Potem się przebrałam. Ubrałam rurki, bluzkę(rękaw ¾) kremową w niebieskie paski i małą kieszonką. Do tego postawiłam na converse. Włosy 2 razy przeleciałam szczotką i byłam gotowa do wyjścia. Weszłyśmy do dużej Sali, gdzie siedziało już sporo osób. Zajęłyśmy miejsca i po krótkim oczekiwaniu zaczęły się zajęcia. Każdy miał powiedzieć coś o sobie. Trochę nam to zajęło, potem jakieś gry. Wszystko trwało jakieś 2 godziny. Potem wszyscy rozeszli się do pokoi i do wieczora czas dla siebie. Ja jednak nie miałam go za dużo. O 18 pierwszy trening. Pół godziny na przygotowanie się, trzeba było się sprężać na dodatek łazienkę dzieliłam z Julką ona też się zapisała na siatkówkę. To nawet dobrze bo nie byłam sama. Przebrałam tylko bluzkę na jakąś luźniejszą, włosy związałam w kucyka, bluza do ręki, spakowany sprzęt do torby z NIKE i gotowa do wyjścia :D
Na miejscu czekali już Polscy wychowawcy. Po przyjściu do sali podzielili nas na 4 osobowe grupy w jakich będziemy w pokoju. Ja byłam z Julką, Zuzą i Olką. Po kolacji poszłyśmy do pokoi. Nasz był całkiem ładny i przytulny. Na ścianach w formie tapety przyklejone były czarno-białe gazety, 2 piętrowe łóżka, czarny stolik i 4 białe krzesła. Z boku stały 2 całkiem duże szafy. Wszystko wyglądało całkiem nowocześnie. Ja zajęłam górę łóżka przy oknie. Pode mną spała Julka. Co do dziewczyn Julka i Zuza były całkiem fajne, gorzej z Olką co o niej hmm, krótko mówiąc PLASTIK IS FANTASTIC  :d. Po rozpakowaniu się, postanowiłyśmy zrobić obczjkę, kto ma inne pokoje. Oczywiście Olka wolała zostać w pokoju i jak to ona nazywała szlifować swój wygląd bo ma zamiar wyrywać. Hahahha spoko przynajmniej dupy ni truła. A właśnie nasz pokój miał numer 13. Obok nas pokój miały Klaudia, Ulka, Natalia i Agata. Co do nich dało się znieść. Po prawej stronie lokum zajmowali chłopacy. Jednak ani my, ani oni nie mieliśmy wstępu do siebie. Zdaniem nauczycieli nie chcieli mieć żadnej wpadki na początku roku potem być może będziemy mogli się odwiedzać haha. Po tak zawanej obczajce wróciłyśmy do pokoi, tam każda z nas złapała za telefon i zaczęły się rozmowy. Ja najpierw zadzwoniłam do rodziców, opowiedziałam i o wszystkim. Potem wykonałam telefon do Martyny. Zżerała mnie ciekawość jak jest u niej. ” No dawaj opowiadaj”- powiedziałam kiedy tylko usłyszałam jej głos po drugiej stronie słuchawki. „Oświadczam iż jest super, dziewczyny z pokoju świetne, a chłopacy zajebi***”-i obie wybuchnęłyśmy śmiechem. Potem ja opowiedziałam co u mnie i trzeba było kończyć bo zaraz mieli chodzić nauczyciele i sprawdzać czy jest spokój. Potem wykąpałam się i położyłam do łóżka a potem już tylko spanko. :D
Wakacje mijały szybko jak nigdy. Starałam się z nich korzystać najlepiej jak mogę. Najczęściej spotykałam się z Martyną. Czasem przyjeżdżałam na salę gdzie byłą też Martyna i Patrycja i pykałyśmy sobie w siatkówkę. Z  Martyną nie rozmawiałyśmy a raczej starałyśmy się nie rozmawiać o roku szkolny. Jednak obie byłyśmy strasznie go ciekawe. Wyjazd zbliżał się dużymi krokami. Końcem sierpnia wybrałam się z rodzicami nad morze, żeby się sobą nacieszyć. Do wyjazdu zostały 2 tygodnie, ostatnie zakupy i przygotowania. Wyjazd miałam 31 sierpnia o 17:00. Małe odliczanie dni zaczęło się. Im bliżej wyjazdu tym bardziej nie chciałam tak jechać. Wolałam  zostać w jakimś LO w Bolesławcu. No trudno jakoś dam radę. 30 sierpnia był najbardziej stresujący. Dopakowywałam się, szykowałam i ciągle rozmyślałam jak tam będzie. Godzina 21, wykąpałam się i ten wieczór spędziłam z rodziną. Potem spać. Ranek był słoneczny, ale nie miałam ochoty wstać z łóżka. Mama przyszła i powiedziała, że mam już wstawać bo musimy szybciej wyjechać. Wstałam ogarnełam się, zjadłam śniadanie i ostatnie przygotowania miałam już za sobą. Wyjechaliśmy. Na lotnisku spotkałam Martynę, żegnałyśmy się chyba z pół godziny oczywiście nie obeszło się bez łez. Potem trzeba było wsiadać. Wyczytali mnie z listy. Pożegnałam się z rodzicami i wsiadłam. Po 5 minutach wylecieliśmy. W samolocie większość osób już się znało. Ja założyłam słuchawki i tak do Londynu.
Wyniki przyszły już po 4 dniach. Od razu zabrałam się do otwierania. Dostałam się do Londynu (drugi poziom szkół). Byłam strasznie ciekawa gdzie dostała się  Martyna. Wzięłam telefon wybrałam numer, ale za bardzo się bałam nacisnąć zieloną słuchawkę. Zwątpiłam. Odstawiłam telefon na biurko i włączyłam  komputer. Nie minęło 5 minut kiedy ona zadzwoniła. „Gdzie się dostałaś”-szybko powiedziała kiedy odebrałam. „Londyn a ty ?”- głos mi drżał-”Proszę powiedz, że żartujesz, bo ja Berlin”-niestety nie żartowałam. Kolejny dnia w szkole byłyśmy przygnębione. Miałyśmy taką nadzieję, że dostaniemy się razem. To byłoby zbyt piękne, żeby było możliwe. Na przerwach wmawiałyśmy sobie, że będziemy widzieć się kiedy tylko będziemy w Polsce. To nie to samo. Rozryczałyśmy się jak głupie, a łzy nam płynęły strumykiem. Musiałyśmy to zaakceptować. Mamy 2 miesiące wakacji żeby się sobą nacieszyć.
Siedzieliśmy we czwórkę oglądając zdjęcia i wspominając trzy lata naszych liceum. a wszystko zaczęło się od projektu w naszej szkole. Dokładniej było tak:w naszym gimnazjum przed testami do szkoły przyszedł list informujący o 5 miejscach, do projektu wymiany uczniowskiej. ”Są trzy szkoły w różnych stopniach nauki. W dwóch pierwszych są Polskie drużyny siatkówki a w trzeciej koszykówki.”- czytała pani dyrektor  a my słuchałyśmy dalej- „Pierwsza szkoła jest w Niemczech dokładniej w Berlinie, druga w Londynie a trzecia w Moskwie.”-popatrzyłyśmy się na siebie. Byłam tego ciekawa. Dyrektorka spytała kto jest chętny. Potem podeszła do naszej ławki. Popatrzyła  na mnie i Martynę -”Mam nadzieję, że się się zgłosicie, liczę na Was, jutro dajcie mi odpowiedź”. Skończyła mówić i wyszła z klasy. Chciałam tam pojechać. Obawiałam się jednego, że nie dostaniemy się do jednej szkoły, a odwrotu już nie będzie. Ryzyko jest ale projekt super. Rozmawiałam z rodzicami na początku nie byli zadowoleni, ale potem jakoś ich przekonałam. W końcu co dwa tygodnie będę przyjeżdżać do domu wiec luz. Na następny dzień zapisałyśmy się. Po testach kompetencji wysłałyśmy zgłoszenia. Stresowałam się chyba jak nigdy bo wiedziałam, że odwrotu niestety nie będzie.

piątek, 19 października 2012

Cześć jestem Martyna. To co tutaj piszę to wytwór mojej wyobraźni, chociaż znajdują się też rzeczy prawdziwe np. moją najlepszą przyjaciółką jest Martyna i przyjaźnie się również z Patrycją,oraz uwielbiam siatkówkę. Poza tym to mój pierwszy blog więc proszę o wyrozumiałość :)